wtorek, 28 sierpnia 2012

Re-ewaluacja komputera


Z przeprowadzką wiąże się wiele rzeczy. Formalności, papiery, pakowanie, ogromna strata pieniędzy i jeszcze więcej nerwów. I nawet jak już jest po wszystkim, dowiadujesz się nagle o nowych problemach, takich jak wściekła właścicielka poprzedniego mieszkania, która żąda zwrotu pieniędzy za usunięcie mebli, które po sobie pozostawiłeś.
Może kiedyś faktycznie jej zwrócę tę kasę.
Innym problemem, poza brakiem forsy, mebli, czy jakiegokolwiek wyposażenia kuchni, był brak internetu w nowym mieszkaniu.
W pierwszej chwili spanikowałam - jak ja sobie teraz poradzę? Wszystkie przelewy dokonywałam online, kontakt ze znajomymi miałam tylko przez facebooka, najczęściej włączana ostatnio gra to MMORPG, nawet głupi zakup lodówki, pralki, czy kuchenki najlepiej obecnie jest zrobić przez internet - porównać ceny sklepów z tymi ebayowymi i wybrać najlepsze oferty. Cholera, nawet głupi internet jest do dostania tylko przez internet! Przypominały mi się te wszystkie okazje, kiedy sieć padała u mnie w domu - jak prądu nie było, czy coś siadło z przeciążenia. Siedziałam wtedy przy kompie, nie bardzo wiedząc co z nim zrobić, i po jakimś czasie wyłączałam go, zniechęcona.
Od kiedy komputer stał się dla mnie tylko czymś, co odbiera internet?
Przez kilka pierwszych dni byłam zbyt oszołomiona nowym mieszkaniem (do punktu, w którym byłam przekonana, że zaraz do pokoju wejdzie mi była właścicielka, pytając zniecierpliwionym tonem, kiedy się wreszcie wyniosę - to nic, że wybrany przeze mnie pokój nijak nie przypomina mojego starego, w którym mieszkałam ostatnie półtora roku; to nic, że całe mieszkanie jest teraz moje i nikt nie ma prawa się mi po nim plątać - schiza, że nikt mnie nie chce w miejscu, w którym jestem, tylko dlatego, że tam jestem, utrzymywała się jeszcze jakiś czas), więc, z braku laku (czy raczej internetu) chodziłam na spacery, oglądałam filmy, nieśmiało zrobiłam kilka prób w grach single player, za którymi nigdy nie przepadałam.
I wtedy wolność uderzyła mi do głowy. Bez internetu czułam się, jakbym zrzuciła jakieś ciężkie okowy. Żadnego łażenia bez celu po JM, facebooku, czy forach, tylko po to, by zabić czas. Żadnych "lajków", gier facebookowych wymagających specjalnej troski, oczekiwania na odpowiedź na forum. Żadnych znajomych pytających "co tam?" i "kiedy przyjedziesz?". Uwielbiam moich znajomych i bardzo cenię sobie, że pamiętają o mnie mimo, że jestem w innym kraju. Ale wszystko potrafi spowszednieć.
Internet zaś ma w sobie jakiś narkotyk. Logujesz się, rozmawiasz z ludźmi, zbierasz informacje, i tak dalej, bo tak trzeba, bo zawsze jest coś do roboty, bo tak robią wszyscy, bo taka jest obecnie metoda spędzania wolnego czasu. Ale i on zaczynał być od jakiegoś czasu potwornie, potwornie nudny.
A brak internetu był czymś nowym, a przez to - interesującym. Tylko ja, gry do przejścia, filmy do obejrzenia i całe nowe miasto do zwiedzenia. Nic mnie nigdzie nie trzyma. Z nikim nie jestem umówiona. Żadne smoki na facebooku w żadnym momencie nie będą potrzebowały mojej uwagi.
Bajka.
Nie udało mi się uruchomić paru gier, które miałam ściągnięte jako obraz płyty - nie wiem, czemu, po prostu nie chciały pójść. Prawdopdobnie potrzebuję innego programu do ich odczytania. A więc "CROC", "Sam i Max", "Batman Arkham Asylum" czy "Mass Effect" musiały pójść w odstawkę. Próbowałam grać w stare gry Pegasusa na emulatorze, ale KURDE, ależ one są ciężkie do przejścia. Nie mam pojęcia, jak sobie z tym radziłam jak byłam mała. Pamiętam, jak z bratem stawaliśmy w szranki, kto dalej przejdzie w Contrze zanim chociaż raz zginie. Teraz mam problemy z pokonaniem pierwszej planszy. Czuję sporą dozę szacunku dla młodszej mnie.
Absolutnie uwielbiam "Portal", obie części, drugą bardziej przez wzgląd na sarkazm otaczającej mnie AI. Nie wiem, dla jakiego przedziału wiekowego jest "The Misadventures Of P.B. Winterbottom", ale uśmiałam się z jego prostoty. "Osmos" i "Aquaria" dostają u mnie solidne "e tam". Takie - można włączyć, jak się człowiekowi nudzi. "Limbo" doprowadza mnie do szału, bo jak na grę logiczną strasznie dużo jest w niej zadań na czas. Jak w grze logicznej odkryję, jak coś zrobić, to powinnam być w stanie to zrobić, a nie próbować trzydzieści razy, bo moja postać jest zbyt upośledzona, żeby w porę podskoczyć i czegoś się złapać. Mimo wszystko gra ma u mnie dużego plusa za klimat - scena z dziewczynką zbierającą kwiatki faktycznie mnie zahipnotyzowała na tyle, że nie zauważyłam zagrożenia. "Bastion" jest grą pojebaną i nie w moim stylu, ale bardzo mnie ubawiła i chętnie bym popatrzyła jak ktoś ją przechodzi XD
Wróciłam do tłumaczeń. Sprawiają mi teraz dużo więcej satysfakcji a dzięki temu i przyjemności. Nie jestem pewna, czemu. Tłumaczę na zmianę "Supernatural Investigation Departament" i "Sacrificing Arc". Bardzo przyjemna mieszanka.
Wróciłam do pisania fików.
Spacerowałam w deszczu.
Śpiewałam do UltraStara. (I postanowiłam sobie kupić regularny mikrofon - ten słuchawkowy, który mam, jest żałosny.)
Dużo czytam.
Obejrzałam "Hugo" (takie sobie), Jedyną I Właściwą Trylogię Star Wars, nawet zaczęłam "Falling Skies", ale słabo rozumiem wrzeszczany amerykański. Będę musiała ściągnąć sobie napisy.
I nagle, prawie tydzień po odłączeniu, coś do mnie dotarło. Owszem, kiedyś ludzie sobie świetnie radzili bez internetu. Nie był im on potrzebny do szczęścia, czy do zabicia czasu. Ale mieli rodziny. Wychodzili do przyjaciół. Pielęgnowali ogródek, rabatki, czy co tam jeszcze. Byli socjalni i wiecznie zajęci.
Ja wyrosłam na człowieka (w dużej mierze) pozbawionego tej zdolności. Owszem, robię wokół siebie więcej od kiedy straciłam internet, ale wciąż jestem asocjalna i nie wiem, czy umiem to zmienić. Nie wiem, czy w obecnej dobie internetu człowiek, który tego internetu nie ma, miałby o czym rozmawiać z innymi.
Wiem, że to tylko tydzień, ale... naprawdę tęsknię za rozmową z kimś. Teraz jestem tak bardzo sama jak to tylko możliwe w kraju pełnym ludzi. To niezbyt przyjemne uczucie.
Cieszę się, że w czwartek przyjdą panowie monterzy i przywrócą mnie online.

PS: The cake is a lie T^T Damn you, Gladys...
PS2: Otóż okazało się, że jestem kretynem. Panowie nie przyjdą w czwartek ten, ale za cztery tygodnie. Czeka mnie jeszcze miesiąc bez neta w domu. Ale! Wycwaniłam się. Będę siedzieć w bibliotece. Jest za darmo, póki się ma ze sobą własny komputer. Hurra! Kocham Cię, Idris, moje ty laptopiątko kochane~!